Aktualności

Żelazne Gody Anieli i Józefa Huczek

Ilustracja do informacji: Żelazne Gody Anieli i Józefa Huczek
Ślub cywilny wzięli w 1950 roku. Kościelny – rok później. A w tym roku, dokładniej 14 kwietnia, państwo Aniela i Józef Huczek wspólnie z przedstawicielami Urzędu Miejskiego i USC świętowali 65-lecie ślubu.
 

Elementy dodatkowe powiązane z tym akapitem w informacji

10 Galeria zdjęć: Huczek

Pani Aniela do Kietrza przyjechała w pierwszej połowie XX wieku z ówczesnego województwa krakowskiego. – Wtedy to był powiat Brzesko, stacja kolejowa nazywała się Słotwina Brzesko – wspomina. Pan Józef pochodzi z Buczkowic. – To powiat Bielsko-Biała – wyjaśnia. – Ja mieszkałem na ulicy Długiej z rodzicami, Aniela była sierotą, mieszkała z bratem – wspomina mężczyzna.
 
Oboje pracowali w Welurze. Pan Józef przez 40 lat w Zakładzie nr 1. Najpierw był uczniem, ukończył kurs czeladniczy i zdobył tytuł mistrza tkackiego. Skończył również kurs kwalifikatora tkanin, popularnie nazywanego „brakarzem”. Jego zadaniem było ocenianie jakości konkretnych tkanin produkowanych w Welurze. Pani Aniela po 22 latach pracy przeszła na rentę i doczekała emerytury. – Ja pracowałam w Zakładzie nr 2, tam gdzie obecnie jest kupa gruzu – mówi z nostalgią. – Najpierw byłam na skręcarce, później na tkalni, gdzie produkowano chodniki. One jednak okazały się nierentowne i produkcji zaprzestano. Przeniesiono mnie na pomoc do dywanów i tam już pracowałam do końca – wymienia po kolei swoje stanowiska. Jak pamiętają, to była trudna praca. Szkodliwa, ze względu na wysokie natężenie hałasu i zapylenie, które przekraczało dopuszczalne normy.
 
Czy pamiętają, jak się poznali? – No pewnie, takich rzeczy się nie zapomina – wykrzykuje od razu jubilat. -Wie pani co… Kolega do mnie pewnego dnia powiedział, że na Mickiewicza mieszka jedna dziewczyna z jego wioski, żebyśmy poszli ją spotkać. To była Aniela – uśmiecha się pan Józef. Przyznaje, że zakochał się od pierwszego wejrzenia. – A ja myślałam, że to wojskowy! – mówi  jubilatka. – Też mi się spodobał, ale jak poszli to wysłałam za nim koleżankę, Wiśkę, żeby się z nim zapoznała. A on jej przekazał, żeby mnie zawołała, bo chce mi coś powiedzieć – śmieje się pani Aniela. I tak zaczęła się ich wspólna przygoda.
 
Mają dwoje dzieci córkę i syna. - Mieliśmy troje, jedno zmarło. Wie pani jak to było, po wojnie nie było tak lekarzy jak teraz… Nawet nie możemy powiedzieć na co… - wspominają.
Mimo bardzo trudnych doświadczeń, z ich twarzy nie znika radość, ich oczy wciąż błyszczą. To nie para schorowanych staruszków, a dwójka energicznych ludzi. Trzymają się prosto. Pani Aniela energicznie uwija się w kuchni, przygotowuje kawę, ciasto. To bardzo żywiołowa kobieta. Mnie wszędzie licho niesie – żartuje.  – Mamy teraz dwoje dzieci, syna i córkę, troje wnuków i 2 prawnuków – opowiadają, dumnie prezentując rodzinną galerię zdjęć, która dokumentuje sukcesy kolejnych członków rodziny – doktorat jednego z wnuczków, śluby dzieci, zawody judo prawnuczki. Za szybą znajduje się także wykonane z brązu czółenko tkackie, pamiątka i wyróżnienie, które otrzymał pan Józef.
 
- U nas nie zawsze było kolorowo i słodko – przyznają oboje. – Nie ma chatki, żeby nie było zwadki – uśmiecha się pani Aniela. – Ale trzeba umieć sobie wybaczać – dodaje jej mąż. – Ja jestem człowiekiem rozsądnym, jeśli coś przeskrobałem, przemyślałem to i starałem się drugi raz nie popełnić tego samego błędu – zaznacza.
 
Żywiołowym jubilatom życzymy kolejnych wspólnych lat wypełnionych radością i miłością!

Elementy dodatkowe powiązane z tą informacją

Twoja przeglądarka nie może wyświetlić obiektu - pogoda


Kalendarz imprez

  • Baner: ePUAP
  • Baner: GISON
  • Baner: BIP
  • Baner: Facebook
  • Baner: Partnerstwo Nyskie 2020
  • Baner: Obywatel gov pl
  • Baner: Kamera Online
  • Baner: Kietrzańska Telewizja Internetowa
.